Zalety wykorzystania animacji w reklamie

Animacja sama w sobie nie jest ani nowym zjawiskiem, ani specjalnie odkrywczym. Jednak dzięki nowym technikom, nowoczesnym narzędziom, odpowiednio wykorzystana może być bardzo atrakcyjną formą promocji.

Animacja nie jest już przeznaczona tylko dla dzieci. Pomijając fakt, że prawo polskie zabrania kierowania reklam bezpośrednio do nich, animowany film reklamowy przyciąga uwagę. Nie jest to reklama oczywista tak, jak oparte na standardowych schematach reklamy z udziałem aktorów. Te często sprawiają wrażenie, że są takie same. Reklamy tabletek do zmywarek, dziesiątki spotów o suplementach diety i produktach medycznych czy nawet super- i hipermarketów – wszystkie wyglądają podobnie. Powoduje to, że ciężko przeciętnemu odbiorcy odróżnić jeden produkt od drugiego. Chwytliwe hasło reklamowe pomaga tylko, jeśli ewidentnie kojarzy się z marką albo w jakiś sposób ją wyróżnia, łatwo zapada w pamięć (majstersztyk pod tym względem to np. „żółty krem z apteki”). Reklamy obecne są wszędzie, w coraz większej ilości. Jeszcze kilka lat temu łatwiej było zwrócić uwagę i przede wszystkim zapamiętać konkretne produkty czy usługi. W trakcie badań marketingowych pytania o zapamiętaną markę i jej reklamę nie wymagały wyświetlania filmów – wielu respondentów po prostu pamiętało konkretne przekazy, hasła, cechy produktu, który był reklamowany. Obecnie nawet, jeśli w trakcie badania jest wyświetlana reklama, która pojawia się regularnie w mediach, wielu ma problem z odpowiedzią na pytanie, jaka marka jest reklamowana.

Poza oryginalnym pomysłem (o który trudno), zapadające w pamięć hasło, rozwiązaniem tego problemu może być właśnie zastosowanie animacji. Taka reklama na pewno przyciągnie uwagę ze względu na swoją inność.

Dodatkową zaletą jest prostota przekazu. W animacji wiele można pokazać bez używania skomplikowanych opisów. W czasie kilku-kilkunastu sekund można w ten sposób przekazać odbiorcy o wiele więcej, niż opowiadając o tym w zawiły sposób. Tekst mówiony można dzięki temu ograniczyć i uprościć, skupiając się tylko na najważniejszych słowach-kluczach. Taka kompozycja obrazu i słowa jest zdecydowanie łatwiej przyswajalna, zapada w umyśle. A o to przecież chodzi w reklamie jako takiej – żeby potencjalny klient dobrze zapamiętał markę, żeby wchodząc do sklepu czy szukając usługi w internecie zwrócił w pierwszej kolejności uwagę na ten konkretny produkt. Jeśli do tego animacja jest dobrej jakości, ma w sobie coś, co będzie się kojarzyło pozytywnie z marką (uroczą albo zabawną postać, miłą dla oka kolorystykę), można śmiało liczyć na sukces promocji. Może to być słodka mrówka, która walczy o przetrwanie na każdym kroku, a którą zawsze ratuje listek papieru toaletowego (choć w tym przypadku jest zastosowana technika mieszana), może to być wesoła ciężarówka przeskakująca przez stojące w korku samochody, której bardzo się spieszy, bo przeprowadzka biura w Warszawie musi być wykonana błyskawicznie – i zależy jej na zdobyciu pierwszego miejsca na podium, świstak, który siedzi i zawija czekoladę w sreberka, ale też może to być jakaś lubiana i znana z rozczulania widzów postać z kreskówki (jak Wall-e, Minionki, „Wiewiór”, Klapouchy), która pokonuje jakiekolwiek inne przeciwności losu, albo kompletnie abstrakcyjna, prosta postać, która po prostu ma śmieszny głos i używa dziwnych słów. Takie reklamy rozśmieszają albo wzruszają, dzięki czemu dobrze się kojarzą i zapadają głęboko w pamięć. Spośród wszechobecnych ostatnio reklam jednego z portali sprzedażowych to właśnie wersja animowana (jedyna z kilkunastu) moim zdaniem jest najlepsza. Z jakiegoś powodu rysunkowa winda w telefonie ekspresowo zabierająca sprzedawaną rzecz i dostarczająca ją do nowego właściciela, opatrzona do tego teoretyczną krótką wymianą zdań między sprzedającym a kupującym, wygląda bardziej przekonująco, niż umalowana dziewczyna, która wstając z łóżka mówi, że jak spała, zarobiła 150 zł.

Animacja ma jeszcze jedną zaletę, ważniejszą z punktu widzenia przedsiębiorcy – oszczędność. Koszt wyprodukowania reklamy standardowej jest ogromny: jest to wynajęcie studia, zatrudnienie całej ekipy filmowej specjalizującej się w reklamie – od reżysera, przez operatorów kamer, oświetleniowców, dźwiękowców, scenografów, na wizażystach i stylistach kończąc. Dodajmy do tego wynagrodzenie dla obsady, zwłaszcza, jak chcemy zaangażować znaną postać (albo kilka) – są to dziesiątki, czasem setki tysięcy złotych. Kilkunastosekundowy spot, nawet najlepszej jakości, wymaga zatrudnienia jednego dobrego grafika, to koszt rzędu kilkuset do kilku tysięcy zł. Dłuższe animacje 3D będą pewnie droższe, ale i tak nie osiądą kosztów reklamy aktorskiej. Taki film łatwo też edytować, zmieniając stylistykę w zależności od potrzeb, np. dodając akcent świąteczny, uzupełniając o nowe promocje, informacje o nowych edycjach itd. Zmiana, nawet najprostsza, standardowego filmu, jeśli nie polega tylko na skróceniu spotu, to kolejne dni zdjęciowe, kolejne, ogromne koszty.

Żeby zespolić wizerunek marki ze spotem można łatwo elementy takiej reklamy zastosować na stronie internetowej, rozszerzyć ją na dłuższą prezentację – wykorzystać na wiele sposobów ujednolicając cały przekaz.

Z tych powodów planując kampanię warto rozważyć zastosowanie właśnie animacji. Ponadto ze względu na relatywnie niski koszt, mogą sobie na nią pozwolić firmy, które dopiero wchodzą na rynek i nie mają jeszcze nieograniczonych budżetów.

Autor: Katarzyna Grochólska